Blog

07 września 2026

Jesień – jak dostrzegać i zbierać jej plony?

Artykuł

Zanim wraz z pierwszym jesiennym deszczem schowamy dobry nastrój do szafy z letnimi ubraniami, warto spojrzeć na tę porę roku z bardziej słonecznej perspektywy.

Nie każdy wita jesień z entuzjazmem. Zanim jednak wraz z pierwszym deszczem schowamy dobry nastrój do szafy razem z letnimi ubraniami, warto spojrzeć na tę porę roku z innej, bardziej słonecznej perspektywy.

Jednym kojarzy się z nieustannie siąpiącym deszczem i wyraźnie odczuwalnym chłodem, szybciej zapadającym zmrokiem, chandrą i przytrafiającymi się co rusz infekcjami. Drudzy dostrzegają jej malownicze oblicze, z przyjemnością zawijają się wieczorami w koc i nadrabiają serialowe zaległości, a po intensywnych wakacyjnych miesiącach odnajdują satysfakcję w spokojniejszym rytmie i powrocie do bardziej przewidywalnej, uporządkowanej i „przytulnej” codzienności. W rankingu popularności pór roku jesień z pewnością ustępuje miejsca latu, a dla wielu z nas symbolizuje ona najbardziej depresyjny, ospały, przygnębiający i demotywujący okres w kalendarzu.

Jesień, tak jak liście na drzewach, ma wiele barw 

Nie da się ukryć, że część tych negatywnych skojarzeń ma swoje uzasadnienie i potwierdzenie w faktach. Jesienią, przez wahania pogody i zmianę długości dnia, przede wszystkim gwałtownie ubywa naturalnego światła, co powoduje, że rano trudno jest się nam „wygrzebać” z łóżka, a wieczorem dość szybko mamy ochotę do niego wrócić. Chłód i deszcz sprawiają również, że mniej czasu spędzamy na świeżym powietrzu, ograniczamy spontaniczny ruch czy spotkania towarzyskie i częściej wybieramy pozostanie w czterech ścianach. Do tego dochodzi powakacyjny powrót do pełnego rytmu obowiązków – zawodowych, szkolnych, domowych. Jednocześnie rozpoczyna się sezon infekcyjny, a przeziębienie czy osłabienie mogą dodatkowo uszczuplać nasze zasoby (i przy okazji nasz portfel).

Ograniczeń i uciążliwości towarzyszących jesieni nie sposób więc negować czy bagatelizować, ale nie oznacza to, że wraz z jej nadejściem powinniśmy z góry zakładać pogorszenie własnej formy i właśnie porą roku tłumaczyć każdy gorszy dzień, brak energii czy motywacji. Tym bardziej, że jesień – podobnie jak mieniące się wówczas różnymi kolorami liście – też może przybrać wiele ciepłych i bogatych barw, a żeby to dostrzec, wcale nie trzeba być modelowym typem „jesieniary”. Wbrew powszechnemu myśleniu, nie tylko nie musi oznaczać pogorszenia naszej kondycji, ale pod wieloma względami wręcz sprzyja dobremu samopoczuciu, równowadze psychicznej i rozwojowi – zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Wystarczy tylko odrobina pozytywnego nastawienia. 

Czas, żeby zwolnić, ale się nie zatrzymać 

Chyba największym „przekleństwem” jesieni jest to, że następuje ona tuż po lecie, z którym trudno konkurować. Któż z nas nie lubi długich, wypełnionych słońcem i przyjemną (niekoniecznie upalną) temperaturą dni, ciepłych wieczorów, wypadów na plażę, spotkań przy grillu czy wakacyjnych urlopów i wyjazdów. Zapewne wiele osób mogłoby funkcjonować w letnim rytmie przez cały rok, ale czy na dłuższą metę nie byłoby to przesadnie uciążliwe, monotonne, nazbyt intensywne i po prostu wyczerpujące? Odpowiedzi można poszukać w samej naturze, która od milionów lat funkcjonuje według cyklu naprzemiennego wzrostu, aktywności, wyciszenia i regeneracji. Jesień jest w takim ujęciu momentem wyhamowania – i podobnej redukcji tempa potrzebujemy również my.

Nie zawsze jednak dajemy sobie na taką zmianę przyzwolenie. Letnią formę łatwo uznać za punkt odniesienia i oczekiwać, że również jesienią będziemy równie chętni do wychodzenia z domu, podejmowania kolejnych aktywności czy wypełniania planami każdej wolnej chwili. Kiedy zapału zaczyna brakować, szybko pojawia się podejrzenie, że coś jest nie tak. Tymczasem podczas wakacji mamy po prostu więcej okazji, by pozostawać w ciągłym ruchu – dłuższy dzień sprzyja spotkaniom, wyjazdom, wydarzeniom i spontanicznym planom, na które po zmroku czy przy gorszej pogodzie często nie mielibyśmy już ochoty. Mniejsza potrzeba działania nie musi więc świadczyć o pogorszeniu naszej kondycji. 

Jesień daje oddech od wakacyjnego FOMO

Presja, by wciąż coś robić, nie zawsze zresztą rodzi się wyłącznie w naszej głowie. Latem wyjątkowo łatwo odnieść wrażenie, że wszyscy dookoła podróżują, chodzą na koncerty i festiwale, spędzają weekendy nad wodą i wykorzystują każdą słoneczną chwilę na plaży. Wystarczy kilka minut w mediach społecznościowych, by z powodu wieczoru spędzanego na kanapie przed telewizorem mieć potężne wyrzuty sumienia. To wakacyjne FOMO – obawa, że coś ciekawego dzieje się właśnie bez naszego udziału – może sprawić, że nawet czas wolny przestaje być naprawdę wolny. Zamiast odpoczywać, próbujemy wycisnąć z lata jak najwięcej, bo przecież dobra pogoda nie będzie trwała wiecznie i „nie wypada” siedzieć w domu. 

Jesień w dużej mierze zdejmuje z nas przymus bycia w ciągłym ruchu i uatrakcyjniania na siłę harmonogramu naszych aktywności. Deszczowy weekend spędzony pośród czterech ścian nie wymaga już usprawiedliwienia, a brak zaplanowanego wyjazdu czy spektakularnych rozrywek rzadziej wywołuje poczucie, że coś nas omija. Sam odpoczynek również może stać się prostszy i bardziej dostosowany do osobistych potrzeb, a nie narzucane z zewnątrz wyobrażenia i trendy. Czasami wystarczy leniwy wieczór z kubkiem herbaty, książka, film, kąpiel czy zwyczajne nicnierobienie. Jesień w pewnym sensie zwalnia nas z obowiązku kolekcjonowania wrażeń, a bardziej ukierunkowuje nas na ich przeżywanie.

Więcej czasu na hobby, więcej treningu dla mózgu

Pada, wieje, zimno – znowu trzeba zostać w domu. Po lecie, przyzwyczajeni do spędzania czasu na świeżym powietrzu, łatwo zaczynamy traktować cztery ściany jako przykrą konieczność i niezbyt intrygującą alternatywę dla tego, co moglibyśmy robić poza nimi. Tymczasem właśnie jesienne wieczory mogą przypomnieć nam o zainteresowaniach, które przez ostatnie miesiące schodziły na dalszy plan, ustępując miejsca typowo letnim atrakcjom. Filmy, seriale, planszówki, gry wideo, książki, gotowanie, majsterkowanie, pielęgnowanie roślin, słuchanie muzyki czy podcastów – w domu też można poszerzać swoje horyzonty i dobrze się przy tym bawić.

W pewnym sensie jesień pobudza więc naszą kreatywność – najpierw skłaniając do szukania nowych sposobów na zagospodarowanie wolnego czasu, a później rozwijając ją poprzez aktywności, które wymagają od nas wyobraźni, pomysłowości, tworzenia czy nieszablonowego myślenia. A nie da się raczej tych umiejętności wytrenować, wylegując się na piasku lub grillując. Podczas gdy latem nasz mózg zazwyczaj przełącza się w tryb mniejszej wydajności, a ciało zwiększa obroty, jesienią następuje odwrócenie tego mechanizmu.

Skąd więc przekonanie, że jesienią nie chce nam się myśleć albo przychodzi nam to z większym oporem? Być może dlatego, że senność i mniejszą ochotę do działania łatwo mylimy ze spadkiem możliwości intelektualnych. Krótszy dzień i niedobór światła mogą utrudniać mobilizację, ale nie oznaczają przecież, że nasz mózg nagle traci zdolność koncentracji, uczenia się czy twórczego myślenia.

To nie jesień zamyka nas w domu, a my sami

Więcej czasu spędzanego w domu nie musi też oznaczać, że jesienią cierpią nasze relacje. Owszem, gorsza pogoda czy mniejsza ochota na wyjście mogą ograniczać liczbę spontanicznych spotkań, ale ich częstotliwość nie zawsze idzie przecież w parze z jakością. Latem jedni wyjeżdżają, kiedy drudzy akurat wracają, a ze znajomymi często widujemy się przy okazji koncertu, festiwalu, grilla czy większej imprezy, gdzie trudno znaleźć przestrzeń na dłuższą rozmowę. Jesienią łatwiej umówić się na spokojną kawę, kolację albo wieczór w czyimś mieszkaniu i naprawdę pobyć ze sobą. Mniej okazji do przypadkowego przecinania się naszych dróg może więc paradoksalnie skłaniać do bardziej świadomego dbania o bliskie kontakty.

Zresztą wizja jesieni spędzonej od września do grudnia pod kocem również jest mocno przesadzona. Skoro plaża, ogródek czy plenerowy festiwal przestają być oczywistym wyborem, na pierwszy plan wracają miejsca, o których latem łatwo zapomnieć. Kina zapełniają się premierami, teatry rozpoczynają nowe sezony, muzea i galerie kuszą wystawami, a po wakacyjnej przerwie wracają również sportowe rozgrywki. Do tego dochodzą koncerty, restauracje, kawiarnie czy puby, w których po szczycie turystycznym często łatwiej o miejsce. Jesień wcale nie zamyka nas więc w domu – znacznie częściej robi to przekonanie, że skoro za oknem ciemno, mokro i chłodno, to właściwie nie ma po co z niego wychodzić. 

Smakuj jesień, na zdrowie! 

Powodów, żeby jesienią wyjść z domu, jest zresztą znacznie więcej – choć czasami pojawia się obawa, że po powrocie do niego przyniesiemy katar, kaszel lub gorączkę. I rzeczywiście, w chłodniejszych miesiącach łatwiej złapać jedną z krążących infekcji, a nasza odporność jest mocniej wystawiona na próbę. Paradoksalnie jednak właśnie wtedy zaczynamy zwracać na nią znacznie większą uwagę. Latem łatwo zapomnieć o regularnym śnie, zbilansowanej diecie czy innych zdrowych nawykach. Jesienią nie tylko przypominamy sobie o suplementacji witamin, piciu tranu i rozgrzewającej herbaty z imbirem, ale często szukamy nowych przepisów, produktów i diet. Znajdujemy też w końcu czas, aby po wakacyjnych szaleństwach i urlopach wreszcie umówić odkładaną wizytę u dentysty, wykonać zalecone badania kontrolne albo skonsultować dolegliwość, na którą od miesięcy machamy ręką.

Korzyści może przy okazji odczuć również nasza psychika. Wyspani łatwiej się koncentrujemy i radzimy sobie z codziennymi obowiązkami, aktywność fizyczna pomaga rozładować napięcie, a regularne pory posiłków ograniczają wahania energii w ciągu dnia. Nawet przygotowanie czegoś od podstaw może dawać poczucie sprawczości i satysfakcji. To całkiem skuteczna przeciwwaga dla jesiennej chandry, apatii i przekonania, że o tej porze roku po prostu musimy czuć się gorzej. Wcale nie musimy – pod warunkiem, że chcemy świadomie wpływać na własne samopoczucie, zamiast uznać jesienny spadek formy za niepodważalny pewnik.

Wrzesień jak „drugi styczeń”

Jesień to w końcu nie tylko powrót do pracy po urlopach, ale również początek nowego roku szkolnego i akademickiego. Po wakacyjnej przerwie często sami nabieramy ochoty, żeby spróbować czegoś nowego, wrócić do nauki albo wprowadzić zmiany w codziennym życiu. Nie bez powodu mówi się czasem, że wrzesień to „drugi styczeń”. Możemy zapisać się na kurs językowy, rozpocząć treningi na siłowni, znaleźć nowe hobby, uporządkować zaległe sprawy albo zastanowić się na spokojnie i bez presji z zewnątrz, czego w danym momencie najbardziej potrzebujemy. Zamiast traktować tę porę wyłącznie jako powrót do obowiązków, możemy wykorzystać ją jako impuls do własnego „nowego otwarcia”. 

Sprzyja temu również perspektywa zbliżającego się końca roku. Zostało jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby przypomnieć sobie o styczniowych postanowieniach i sprawdzić, ile z nich udało się zrealizować. Dla jednych lista niedomkniętych spraw będzie zapewne dodatkowym powodem do jesiennej chandry, innych zmobilizuje, żeby przynajmniej część punktów zdążyć jeszcze odhaczyć. To równie dobra okazja, by zastanowić się, które cele nadal są dla nas ważne, z których możemy zrezygnować i dlaczego niektóre plany nie wypaliły. Wyciągnięte wnioski mogą przydać się już za kilka miesięcy, gdy przyjdzie czas na kolejne postanowienia – tym razem lepiej przemyślane i przygotowane z odpowiednim wyprzedzeniem.

Do pracy z powakacyjną energią i pomysłem na siebie

Jesienny bilans nie musi zresztą kończyć się na prywatnych planach i postanowieniach. Powrót po urlopie pozwala czasem spojrzeć z większego dystansu również na własną pracę i zadać sobie pytania, na które w codziennym biegu zwykle brakuje przestrzeni. Czy nadal odpowiada nam rola, którą pełnimy w organizacji? Czy wykorzystujemy swoje mocne strony? Czego chcielibyśmy robić więcej, a czego zdecydowanie mniej? Dla jednej osoby odpowiedzi będą oznaczały potrzebę rozmowy z przełożonym o zakresie obowiązków, dla innej chęć zdobycia nowych kompetencji albo zmiany stanowiska. Czasami wnioski mogą sięgać jeszcze dalej i prowadzić do przemodelowania dotychczasowej ścieżki kariery czy nawet poszukania zupełnie nowego kierunku.

Jesień sprzyja również zmianom znacznie mniej rewolucyjnym, za to odczuwalnym każdego dnia. Kończy się okres urlopowych zastępstw, zespoły wracają do pełniejszych składów, a zawodowy kalendarz staje się bardziej przewidywalny, co ułatwia planowanie projektów i porządkowanie spraw odkładanych przez wakacyjne miesiące. To dobry moment na rozmowę o celach, zapisanie się na szkolenie, rozwinięcie konkretnej umiejętności, odświeżenie kontaktów ze współpracownikami czy wprowadzenie nowych zasad organizacji własnego dnia.

Powrót do regularniejszego rytmu daje też okazję, by przyjrzeć się granicom między pracą a życiem prywatnym – ograniczyć zostawanie po godzinach, lepiej planować przerwy albo przestać zaglądać do służbowej skrzynki późnym wieczorem. Jesienią nie musimy więc jedynie „wracać do pracy” po wakacjach. Możemy wrócić do niej trochę inaczej – z większą świadomością tego, czego od niej oczekujemy i jak chcemy w niej funkcjonować.

Jak „odczarować” jesień krok po kroku?

Zmiana zawodowego kierunku, codziennych przyzwyczajeń czy planów na kolejne miesiące zaczyna się jednak zazwyczaj od zmiany sposobu myślenia. Z jesienią jest podobnie – zanim kolejny raz obwinimy ją za senność, brak motywacji czy gorszy humor, warto sprawdzić, ile w tych odczuciach rzeczywistego wpływu pory roku, a ile naszych przyzwyczajeń, oczekiwań i utartych przekonań. Pomóc może kilka prostych zasad.

  • Nie traktuj jesieni jak wymówki na wszystko: Kiedy masz gorszy dzień, spróbuj nazwać jego konkretną przyczynę: pięć godzin snu, trudne spotkanie w pracy, konflikt z bliską osobą, kilka dni bez ruchu, nadmiar obowiązków? Zamiast automatycznego „jesienią zawsze tak mam” dostajemy wówczas problem, na który przynajmniej czasami możemy znaleźć rozwiązanie.

  • Nie generalizuj: „Dzisiaj nic mi się nie chce” opisuje jeden dzień, „jesienią nic mi się nie chce” – trzy miesiące. Podobnie jest ze stwierdzeniami „listopad jest beznadziejny”, „o tej porze zawsze jestem zmęczony” czy „jak robi się ciemno, dzień jest już stracony”. Warto świadomie zamieniać je na bardziej precyzyjne komunikaty, które nie pozwalają pojedynczemu doświadczeniu stać się oceną całego okresu.

  • Sprawdź swoje przekonania w praktyce: Jeśli wydaje Ci się, że po zmroku nie masz już na nic siły, przez tydzień zaplanuj na choćby dwa wieczory coś niewielkiego – spacer, wyjście z domu, drobną domową aktywność – i dopiero później oceń, jak się czułeś. Podobnie możesz przetestować przekonanie, że deszczowy weekend oznacza nudę albo że jesienią pracuje Ci się gorzej. Zamiast przyjmować własne założenia za fakty, zbieraj dowody na to, czy rzeczywiście się sprawdzają.

  • Nie rób z jesieni poczekalni: Myślenie „byle do świąt”, „byle do marca” czy „jeszcze tylko pięć miesięcy do wiosny” sprawia, że sporą część kalendarza z góry uznajemy za mniej wartościową. Lepiej podzielić ten czas na krótsze odcinki i znaleźć w każdym z nich coś, na czym rzeczywiście nam zależy. Wówczas zamiast czekać, aż rozpocznie się „lepsza” część roku, nadal uczestniczymy we własnym życiu.

  • Nie porównuj się z innymi: Jedna osoba właśnie rozpoczyna kurs hiszpańskiego, druga trenuje do półmaratonu, trzecia zmienia pracę, a Ty być może potrzebujesz przede wszystkim odzyskać trochę spokoju. Żaden z tych scenariuszy nie jest z definicji lepszy. Jesień nie musi stać się kolejnym projektem samodoskonalenia, w którym próbujemy wykorzystać każdą godzinę tylko dlatego, że inni zdają się robić więcej.

  • Pozwól sobie czasem czuć się gorzej: Odczarowanie jesieni nie oznacza obowiązkowego optymizmu. Będą dni, kiedy deszcz zirytuje, ciemność przytłoczy, a jedynym rozsądnym planem po pracy wyda się kanapa. Nie trzeba natychmiast z tym walczyć. Ważne, żeby pojedynczego gorszego dnia nie zamieniać w dowód na to, że właśnie rozpoczął się kilkumiesięczny okres niemocy.

Nie mamy wpływu na godzinę zachodu słońca, liczbę deszczowych dni ani temperaturę wskazywaną przez termometr. Znacznie więcej zależy jednak od tego, jak te warunki interpretujemy, czego od siebie wówczas wymagamy i czy pozwalamy kilku jesiennym niedogodnościom definiować całe nasze funkcjonowanie. Pogody nie zmienimy, ale nasze samopoczucie zdecydowanie możemy już przeprogramować i zmienić prognozy na lepsze.

Informacje o autorze

Tomasz Zacharczuk

Tomasz Zacharczuk

dziennikarz, specjalista do spraw kreacji treści Lyra Polska

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Ponad 10-letnie doświadczenie w pracy dziennikarza radiowego i internetowego wykorzystuje do rozmów ze specjalistami oraz prezentowania zagadnień i korzyści programu EAP. Skondensowana wiedza, interesująca forma i klarowny przekaz to podstawa komunikacji pomiędzy firmą a klientem. Sprawna interakcja natomiast umożliwia lepsze rozumienie potrzeb i wymagań obu stron. Tylko oparta na zaufaniu i transparentności współpraca pozwala budować trwałe i pozytywne relacje. Nie tylko w biznesie, ale przede wszystkim w życiu.